O wymaganiach, które (nieświadomie) postawiłam swojemu dziecku.

by - 24 maja


Kiedy byłam jeszcze w ciąży, zastanawiałam się jak Córka zareaguje na pojawienie się młodszego brata i jak poradzę sobie z ogarnięciem dwójki dzieci. Teraz, gdy Syn skończył miesiąc zrozumiałam dopiero, jak wiele wymagań nieświadomie postawiłam starszemu dziecku oczekując, że ułatwi mi życie.


Bądź samodzielna

Mamy, które mają dwójkę dzieci na pewno wiedzą co chcę powiedzieć: gdy ma się dwoje dzieci, po cichu liczy się na to, że starszak zajmie się sam sobą - sam będzie się bawił, sam umyje zęby i zrobi siku, sam się ubierze i tak dalej - jednym zdaniem mówiąc, da nam możliwość 'oporządzenia' młodszego dziecka albo po prostu szansę na chwilę wytchnienia. Dlatego zaczynamy się irytować, gdy trzylatkowi trzeba jeszcze zmienić pieluchę, kiedy woła co chwilę "mamo jeść", "mamo pić", "mamo chodź się ze mną pobaw". Innymi słowy irytujemy się, gdy okazuje się że dwójka naszych dzieci potrzebuje naszej atencji w tym samym stopniu.

Nie bądź niezdarna

Kto choć raz miał do czynienia z noworodkiem, zwłaszcza takim potrzebującym nieco więcej uwagi (czytaj: często płaczącym) ten wie, że chwilami przydałaby się taka ilość kończyn jak u ośmiornicy żeby na spokojnie to wszystko ogarnąć. A tu jeszcze trzeba mieć oczy dookoła głowy, bo trzylatek właśnie potknął się o własne nogi, bo uderzył głową o otwarte drzwi lodówki, bo po raz kolejny coś upuścił albo wylał. Czemu to dziecko nie jest bardziej rozgarnięte? Miesiąc trwało by dotarło do mnie, że wcale nie musi być - ma tylko trzy lata.

Pomóż albo przynajmniej nie przeszkadzaj

Już wspomniałam o tych ośmiu pożądanych kończynach, dlatego czasem próbuję wymóc na Córce jakąś formę pomocy - coś podaj, coś przynieś. Czasem nie chce tego robić, wręcz widzę że droczenie się ze mną sprawia jej przyjemność. A ja się wściekam. Tak samo jak wtedy, kiedy plącze się pod nogami, kiedy próbuję coś zrobić, kiedy pcha się pierwsza do windy, gdy ja próbuję jedną ręką manewrować wózkiem i nie wypuścić z drugiej ręki zakupów.

O co ci właściwie chodzi

Mam niestety do czynienia z tym rodzajem niedogodności, że mam dwoje dzieci które komunikują się ze mną w tylko sobie znanym języku. Moja córka mimo, że ma 3 lata, ma wciąż niewielki zasób słów w języku polskim, które dorosły człowiek jest w stanie zrozumieć. Pomimo tego staram się jakoś wymóc na niej, zwłaszcza w kryzysowych sytuacjach, by zamiast zanosić się od płaczu spróbowała powiedzieć o co jej chodzi. Cała ta sytuacja nie jest dla mnie łatwa, tym bardziej że rodzina chwilami dogaduje mi, że moje dziecko już takie duże, a w 'obsłudze' nadal jak niemowlę. Cóż, nikt nie mówił że będzie łatwo.


A jak u Was wyglądała sytuacja po pojawieniu się drugiego dziecka? Czy Wasze starszaki były już wystarczająco samodzielne by liczyć na ich pomoc?

Pozdrawiam!


Jeżeli podobał Ci się ten post, daj mi znać... Zalajkuj!
If you like this post, like it!

You May Also Like

13 komentarze

  1. Nie mam drugiego dziecka, ale chyba wiem o czym piszesz, bo między mną i bratem były 4 lata różnicy, więc poniekąd podobnie. Byłam nad wiek rozwinięta i odpowiedzialna, ale nadal na swój sposób irytująca, jak to dziecko w wieku przedszkolnym. Na dodatek urodzenie mojego brata zeszło się w parze z rozwodem rodziców, więc jatka była niezła. Ale jakoś to wszystko przetrwaliśmy. Dzieci nie stają się młodsze, z każdym dniem potrafią więcej, ale też wszystko w swoim czasie. Wdech, wydech i do przodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Innymi słowy trzeba uzbroić się w cierpliwość :) Z czasem będzie łatwiej - na to trzeba liczyć.

      Usuń
  2. Ja dopiero wkrótce będę miała dwójkę, a już teraz martwię się, że może być problem z tym, aby odpowiednio potraktować starszaka. Mam nadzieję, że będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość mam zastanawia się nad tym, czy będzie dzieci tak samo mocno kochać. Z tym nie mam problemu, ale jak się okazuje znalazł się na innych polach.

      Usuń
  3. Mam póki co tylko córeczkę, ale chyba wiem o co chodzi, domyślam się jak to jest z drugim dzieckiem, gdy pierwsze nagle "musi" być bardziej dorosłe niż jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie pamiętam, jak to było ze mną - bo tez jestem starszą siostrą - ale cieszę się że swoje błędy tak szybko wyłapałam.

      Usuń
  4. Zgadzam się, że nagle starsze dziecko "dorośleje" w naszych oczach i wymagania rosną. Ja już to dwa razy przerabiałam i za każdym razem musze to sie uzmysławiac.

    OdpowiedzUsuń
  5. Sama mam jedno dziecko (póki co), ale widzę, jak wiele mam robi to, o czym piszesz - wymaga naglego wydoroślenia od starszego dziecka. A przeciez ono pozstaje dzieckiem! Kilkulatkiem, które potrzebuje tej samej, co wcześniej troski i czułości. Bardzo ważny tekst!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robimy to podświadomie, nikt przecież nie chce karać starszaka za to, że został starszym bratem/siostrą...

      Usuń
  6. U mnie 4 lata. Nie było najgorzej, ale o jakiejś wielkiej samodzielności starszego nie można powiedzieć. Myślę, że dopiero siedem, osiem lat to wiek, kiedy starsze dziecko może już też konkretnie pomóc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam 5 lat kiedy mój brat się urodził i ponoć byłam bardzo samodzielna. Do tego zazdrość o niego sprawiała, że miałam focha na cały świat, więc świat miał ode mnie spokój.

      Usuń
  7. Ja, szczerze mówiąc, chyba nie zdecyduję się na drugie dziecko (z wielu powodów), ale słyszałam, że mylne jest pojęcie jakoby z drugim było łatwiej, bo starsze pomoże ;)

    OdpowiedzUsuń