10 marca 2017

Podwórko kiedyś i dziś, czyli jak my to właściwie przeżyliśmy?


Osiedlowe podwórka sprzed piętnastu, dwudziestu lat tętniły życiem. Pełnie rozkrzyczanych małolatów rozbiegających się we wszystkie strony w niczym nie przypominają dzisiejszych opustoszałych placów zabaw. Czym się różnią? Czy dawne podwórka miały dzieciom coś więcej do zaoferowania?


Na podwórku toczyło się życie

Gdybyście sięgnęli pamięcią wstecz i przypomnieli sobie dzieci biegające po podwórku sprzed piętnastu czy dwudziestu lat doszlibyście zapewne do kilku oczywistych wniosków. My, dzisiejsi trzydziestolatkowie, byliśmy wychowywani zdecydowanie niepodręcznikowo, zdecydowanie niesterylnie. Uczyliśmy się jeździć na rowerze co i rusz lądując w krzakach i nikt nie wspominał o kasku czy ochraniaczach. Wchodziliśmy (i spadaliśmy) na drzewa, kopaliśmy gołymi rękami w piasku, do którego czasem robiły piwniczne koty i nikt nie panikował, że skończymy z wścieklizną. Do zabawy wystarczyło nam własne towarzystwo, ewentualnie patyki, kubki po lodach czy inne proste zabawki. Podwórko żyło naszą obecnością, krzykami radości, a do zabawy najlepsza była wyobraźnia. 

Dzieci były samodzielne

Dzieci lat 90 (te które znam) nie miały niań i opiekunek. Opiekowało się nami podwórko albo opiekowaliśmy się sami sobą. Zostawałam z młodszym bratem i nikt wtedy nie pomyślał, że mogłabym puścić chałupę z dymem, czy że któreś z nas się uszkodzi. Nie było dywagacji nad zagrożeniami czyhającymi na dzieci w domu lub poza nim. Dzieci samodzielnie (jak ja) wędrowały do przedszkola nie martwiąc się, że na ulicy potrąci je samochód, czy zostaną porwane dla okupu. I choć dwa razy zaliczyłam zerówkę (do dziś nie wiem czemu), nie poddawano w wątpliwość mojego rozwoju czy poziomu intelektualnego. Byliśmy dziećmi "z kluczem na szyi" i gdy wracaliśmy ze szkoły a rodziców nie było w domu, zostawaliśmy sami albo szliśmy do zaprzyjaźnionej sąsiadki  i nikt nie sugerował, że rodzice zaniedbują nas zdając na łaskę obcych ludzi. 

Dziś podwórko to nuda 

Dzisiejsze place zabaw są nowoczesne, odmalowane i maksymalnie bezpieczne. Mają gumową ściółkę, na której dzieci nie zetrą kolan i siatki zabezpieczające przed upadkiem, Są też wyposażone w najlepszych asekurantów pod słońcem w postaci mamuś, które swoich dzieci nie spuszczają z oczu nawet na chwilę. Chronią je przed upadkiem, pomagają się wspinać, próbują zintegrować swoje pociechy z pozostałymi dziećmi. Ale i dzieci na placu zabaw są dzisiaj inne: ledwo kroczące niemowlaki obstawione dookoła kolorowymi i atrakcyjnymi zabawkami - a nad nimi matki z mokrymi chusteczkami w pogotowiu albo przedszkolaki nadzorowane przez rodziców z pozycji ławeczek. Nie uraczysz już hałaśliwych dziesięciolatków wolących siedzieć przed tabletami czy konsolami, które nie używają już wyobraźni, bo wszystko mają podane na tacy.

Jak my to przeżyliśmy

Patrząc wstecz, powinniśmy się zastanawiać, jakim cudem w ogóle przeżyliśmy. Wychowało nas podwórko, na rany wystarczyła woda utleniona i plaster i nikt nie jechał do szpitala z poparzonymi od czajnika palcami czy rozbitą na huśtawce głową. A mimo to, my sami jesteśmy rodzicami nadopiekuńczymi. Z jednej strony nie możemy się doczekać kolejnych przejawów samodzielności naszych dzieci, z drugiej zaś próbujemy je we wszystkim wyręczać lub nadzorować. Asekurujemy przed upadkiem z huśtawki, dezynfekujemy upiaszczone dłonie nim odruchowo trafią do buzi, otaczamy je płaszczem ochronnym, który ma je zabezpieczyć przed złem tego świata. Jednak realia się zmieniły, świat stał się bardzo nieprzystępny i agresywny - dzieci są atakowane przez treści płynące z telewizji, zaszczute przez nietolerancję rówieśników, a ich poczucie bezpieczeństwa również nie może się równać z tym sprzed dekady czy dwóch. Czy więc dalibyśmy radę wychować w dzisiejszych czasach nasze dzieci tak, jak sami byliśmy wychowywani? Obawiam się, że nie.


Czy podwórka lat dziewięćdziesiątych pozostaną tylko wspomnieniem? Czy w dzisiejszym świecie wystarczy wyłącznie odpowiednia dawka zaufania względem dziecka? Jakie jest Wasze zdanie?


Pozdrawiam!






Jeżeli podobał Ci się ten post, daj mi znać... Zalajkuj!
If you like this post, like it!

23 komentarze :

  1. Święta racja... Dziś nie można nawet na chwilę zostawić dziecka samego w domu, bo jeszcze ktoś "życzliwy" może powiadomić policję, że dzieci są bez opieki (BTW ciekawe do jakiego wieku dziecka to obowiązuje?). Dla mnie paranoja. Tak samo jak widzę, że rodzice odbierają ze szkoły dzieci 11-12-letnie, które do domu mają 10 minut pieszo.
    Chciałabym pozwolić swojemu dziecku na swobodę jaką sama miałam. Obym nie dała się zwariować i wytrwała w swoim postanowieniu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko powiedzieć, w jakim kierunku to wszystko pójdzie. Kiedyś człowiek dostał pasem i żył, dziś nawet z powodu klapsa dzieci mogą pozwać rodziców. A dziś nadopiekuńczość otoczenia sprawia, że młodzi wyrastają nam na niesamodzielnych i niezaradnych życiowo.

      Usuń
    2. Teraz jest ustawowy nakaz odbierania dziecka osobiście do 12 roku życia. Wiem, paranoja, ale szkoła tego często wymaga.

      Usuń
  2. Doskonale pamiętam jak te 15 lat temu pod blokiem, w którym mieszkałem ganiało się non stop, od rana do późnego wieczora. Dziś dzieciaki pod blokiem siedzą, ale na ławce na przeglądają Snapy, Insta i FB.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety.. Zastanawiam się, czy te piękne czasy kiedyś wrócą...

      Usuń
  3. Moim zdaniem to nie dzieci się zmieniły tylko rodzice.Współczesne podwórka są ogrodzone,zamykane na klucz i dla tego tak naprawdę nikt tam się nie bawi.Kiedyś dzieci z całego osiedla bawiły się razem i nikt nie krzyczał że jest hałas,teraz wszystko przeszkadza,gra w piłkę bo niszczy elewacje,dzieci nie mogą się razem bawić bo każde ma siedzieć na swoim podwórku.miki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też słuszne spostrzeżenie. Ech, cytując klasyka "to były piękne dni.." ale nie wiem czy kiedyś wrócą.

      Usuń
  4. Pamiętam zabawy na podwórku, siniaki na biodrach od fikołków na trzepaku, zabawy w sklep, gdzie pieniedzmi byly liscie a kamienie towarem. :)

    To były piękne czasy. Wszędzie dzieci grały w piłkę, w gumę, skakały na skakankach i malowały kredą po asfalcie. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Trudno jest mi powiedzieć jak wygląda dzieciństwo dzisiaj, bo nie mam w swoim otoczeniu maluchów. Słyszałam niedawno, że niestety problemem są komórki i komputery. Dzieciaki spędzają coraz więcej czasu grając w gierki. Chociaż w okolicy mojego domu rodzinnego jest masa małych dzieci, to panuje tutaj cisza. Kiedy ja byłam mała to było nas słychać na całym osiedlu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trzeba mieć własnych dzieci by obserwować puste podwórka, ewentualnie wyłączną obecność na nich mam z niemowlakami. A elektronika to przekleństwo naszych czasów.

      Usuń
  6. Osiedlowe podwórka wychowywały dzieci, dawały możliwość integracji w grupie, nawiązywania przyjaźni trwających przez całe życie, a do tego ten kreatywny aspekt w wymyślaniu zabaw czy aktywności fizycznej. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na podwórku ćwiczyliśmy wyobraźnię.. Dzisiejszej młodzieży chyba trochę jej brakuje.

      Usuń
  7. Pamiętam jak w moim dzieciństwie nie chciałam wracać do domu - chciałam więcej się bawić! W dom, w szkołę, w piasku, w lodziarnię, w podchody, chowanego i wiele, wiele innych. Teraz jest odwrotnie - dzieci z tego domu wychodzić nie chcą. Dlatego tym bardziej się cieszę, kiedy na moim osiedlowym placu zabaw, teraz, dzieci zawsze jest pełno, zawsze się bawią, malują kredą itd. Niestety dorosłym to się chyba nie podoba, bo ostatnio słyszałam kilka zgłoszeń, że dzieci malują po chodnikach czy grają w piłkę na placu - a nie wolno! Tak samo, że dzieci siedzą w piaskownicy, a tam przecież zarazki.

    Jeśli chodzi o samodzielność, to ostatnio słyszałam jak ciotka takiej dziewczyny tłumaczyła jej, że nie musi sobie umieć zrobić kanapki czy śniadania w wieku siedemnastu lat, bo od tego ma rodziców... a w dorosłym życiu męża... i że musi spełniać się życiowo, a nie siedzieć w kuchni i uczyć się gotować... zszokowało mnie to kompletnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś podwórko to było życie.... Dziś nie ma życia na podwórkach ;) Mówiąc przewrotnie :)

      Usuń
  8. cóż, jedną z przyczyn jest to, że kiedyś nie było Internetu. Zauważyłaś, że na placach zabaw są dzieci maksymalnie do 2 klasy? a i to nielicznie? (poza wyjątkami zapewne).
    a te wypasione place zabaw - powstały zgodnie z zasadą, którą czasem rodzice stosują w domach - daję dziecku to, czego samemu nie miałem, bo miałem tylko trzepak, więc Ty miej to o czym ja marzyłem.
    pewnie po prostu potrzebne jest wypośrodkowanie, trochę tego co było w tym świecie, jaki teraz jest. Magda/AsertywnaMama.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, brak internetu generował większą kreatywność u dzieci - jakoś trzeba było czas wypełnić :D

      Usuń
  9. Ja pochodzę z małej wioski. Pamiętam jak z koleżankami i bratem bawiłam się na uicy przed domem ;p rysowaliśmy kredą, graliśmy w piłkę. Wiedzieliśmy, że jak jedzie auto to trzeba zejść na bok;p Nie pamiętam skąd nam się to wzięło, ale gdy któreś upadło i zdarło kolano przykładało sobie liście z drzew lub krzewów, takie niby opatrunki, a przy okazji zabawa w lekarzy, bo każdy wiedział jaki konkretnie liść pomoże ;p na drzewo również wchodziłam i to w obcności taty. ale nie stał nade mną i nie trzymał. Po prostu robił obok swoje.... Szczerze to ja bym mojemu dziecko na to raczej nie pozwoliła ;p po prostu bym się bała... może dlatego, że teraz słyszy się częściej o wypadkach lub częściej mówi się o niebezpieczeństwie. nie wiem, ale ja byłam szczęśliwa. Raz złamałam sobie rękę, bo potknęłam się o długi kij, który... sama trzymałam w ręku. Wtedy nawet tylko szła,... nie biegłam. Sama nie wie jak to zrobiłam;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przepraszam za błędy, ale klawiatura trochę się blokuje i niektórych liter nie wbija.

      Usuń
  10. Wydaje mi się, że ten kij ma dwa końce. Pokolenie rodziców nadopiekuńczych to zarazem pokolenie dzieci opuszczonych, ignorowanych, "idźnapodwórkonieprzeszkadzaj". Ile razy widziałam na podwórku biedne dzieci błąkające się bez celu, bo nie było wolno im wrócić do domu? Po prostu babcia czy mama sobie nie życzyły. I już. Nuda, okropna nuda i taka żałość wyglądała z ich twarzyczek. Wiele z tych dzieci doskonale się bawiło w grupie, ale w domu nie istnieli. Dziś chcą dać swym dzieciom to, czego im zabrakło w dzieciństwie - uwagę. I ja tę potrzebę rozumiem. Tylko tej nadopiekuńczości i perfekcjonizmu we wszystkim już nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nikt z domu nie wyganiał, sama wychodziłam i wcale nie chciałam wracać. Dzisiejsze dzieci, zwłaszcza takie 10+ faktycznie snują się po tych osiedlach bez celu, nie bawią się jak my kiedyś...

      Usuń
  11. Też często rozmyślam o tym jak przeżyliśmy tamte podwórka. Nie było mediów nagłaśniających każde rodzicielskie zaniedbanie, nie było tak szerokiej opinii publicznej która karci każdym spojrzeniem. czasem chciałabym aby moja córka mogła spokojnie bawić się sama lub z rówieśnikami. Dlatego chociaż na placu zabaw staram sie dać jej spokój.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie.. Bo gdzie to dziecko ma się uspołeczniać i integrować jak nie na placu zabaw?

      Usuń