Bez retuszu ani rusz, czyli o tym jak zdominowała nas chęć bycia pięknymi.

by - 06 marca


Zdecydowana większość kobiet w swoim życiu prowadzi odwieczną walkę, w której polem bitwy jest ich własne ciało, a stawką akceptacja ze strony otoczenia i dołączenie do grona pięknych i podziwianych. Jednak czy to jest właściwe 'piękno' o które warto walczyć?


Rzeczywistość telewizyjna

Widzisz ją w telewizji; dwa tygodnie po porodzie paraduje po czerwonym dywanie w sukience, której bardziej nie ma niż jest. Ma szczupły brzuch, cycki na swoim miejscu i nic jej nigdzie nie zwisa. I słuchasz jak opowiada przed kamerą, że ta figura to od tak sobie albo że poród to nic wielkiego, zdążyła urodzić między nagraniem a wywiadem i w sumie nie przytyła prawie wcale. Wybałuszasz oczy, gdy mówi, że jej idealne, przesypiające noce dziecko pozwoliło jej wrócić do pracy po dwóch tygodniach i spędzać tam po 12 godzin dziennie. Oglądasz dalej i widzisz jak w reklamach telewizyjnych kremy dla kobiet 50+ reklamują ledwie trzydziestolatki, a stroje sportowe czy odżywki polecają ci anorektyczki. I nikt głośno nie wspomina o operacjach plastycznych, choć kliniki medycyny estetycznej wyrastają jedna za drugą.

Rzeczywistość fizjologiczna

A kiedy wyłączysz telewizor i spojrzysz na siebie w lustrze, następuje zderzenie dwóch światów: tego idealnego z telewizji, pełnego retuszu i photoshopa oraz tego prawdziwego, w którym nikt nie jest idealny i bez wad. I nie ma znaczenia, czy jesteś nastolatką, studentką, kobietą po porodzie czy przed, kiedy patrzysz na siebie od razu to widzisz: tu i ówdzie jakieś piegi, włosy nie w tym kolorze co trzeba, cellulit na udach, jakieś rozstępy, biust o wiele za mały i jeszcze parę nadprogramowych kilogramów. I chociaż coraz głośniej trąbią dookoła, że naturalność jest w cenie i grunt to polubić siebie, Ty czujesz głównie niezadowolenie i złość oraz ten niepisany przymus, by jak najszybciej się zmienić.

Właściwy tok myślenia

Jeśli ktoś jeszcze nie wie, polubić siebie to nie to samo co zaakceptować. Do akceptacji kobiety dojrzewają latami, zostawiając hektolitry potu na siłowniach, męcząc się na dietach, wydając fortunę w salonach kosmetycznych i u chirurga plastycznego. I choć z jednej strony krzyczą "Mam dość przymusu bycia ładną, chcę być sobą!" to wciąż tkwią w niewoli kompleksów; życzliwe koleżanki doradzają nam, że parę kilogramów mniej przyciągnie do nas upragnionego faceta i nawet te panie, które nie mają sobie nic do zarzucenia, zawsze znajdą w sobie coś, co chciałyby poprawić. To właśnie pozwala mi twierdzić, że kobietom wciąż bardziej zależy na zachwycie ze strony otoczenia niż na własnym dobrym samopoczuciu. 

Prawdy objawione

Ponieważ sama mam córkę, a do tego zaliczam się do grona kobiet, które znajdą u siebie to i owo do poprawki jestem przekonana, że takie rzeczy jak poczucie własnej wartości, dystans do siebie czy podejście do szeroko rozumianego 'piękna' powinno być przekazywane z pokolenia na pokolenie w formie kilku prawd objawionych. Pierwszą prawdą objawioną jest fakt, że mężczyźni (w przeważającej większości) romansują z idealnymi kobietami, ale na lata wiążą się z tymi, które mają do zaoferowania coś więcej, niż tylko wygląd zewnętrzny. Drugą prawdą jest świadomość, że uroda kiedyś przeminie i choć dbanie o powierzchowność jest jak najbardziej wskazane, to nie powinno nas zdominować. Trzecią prawdą jest to, że bycie pięknym nie opiera się wyłącznie na wyglądzie, a kobiecość to nie są wyłącznie bujne kształty i odpowiednie wymiary; piękni ludzie to ci, których towarzystwa się łaknie niezależnie od tego jak wyglądają. I ostatnia prawda objawiona jest taka, że choćbyś była miss, zawsze znajdzie się ktoś, kto dostrzeże w Tobie jakieś mankamenty. Czy nie lepiej byłoby więc sugerować się opinią tylko jednej osoby czyli siebie samej?


A Ty? Gonisz za pięknem zewnętrznym? A może raczej nie masz problemu z pewnością siebie?

Pozdrawiam!



Jeżeli podobał Ci się ten post, daj mi znać... Zalajkuj!
If you like this post, like it!

You May Also Like

20 komentarze

  1. Chyba jest tak, że jeśli kobieta w siebie wierzy to jest piękna niezależnie od wymiarów. Sporo pracuję z kobietami przed moim obiektywem i widzę, że najpiękniej wyglądają te, które siebie akceptują, a nie te, które mają idealne wymiary :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie! I takie podejście popieram z całą mocą :)

      Usuń
  2. Samo sedno co piszesz...własnie dlatego nie robie sobie tatuażu ...wiem że teraz wyglądałby fajnie a za paręnaście lat...szkoda gadać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też chciałam mieć tatuaż (ale nadal nie mam) i myślę, że to akurat kwestia poczucia estetyki. Ja bardziej miałam na myśli ślepe ufanie telewizji i zarzynanie się by zostać zaakceptowanym przez otoczenie..

      Usuń
  3. Wylano już hektolitry atramentu, czy raczej tuszu aby opisać te dziwną ludzką manierę pogoni za urodą, szczupłą sylwetką, młodością...
    Mam bardzo dużo fejsbukowych znajomych, które są uczennicami gimnazjów, liceów, a one co chwila wklejają swoje zdjęcia, które tak naprawdę nie odpowiadają ich obecnemu wyglądowi. Ktoś z ich grona zarabia na wykonywaniu tych zdjęć obrabianych nie tylko w foto shopie ale chyba innych wyrafinowanych programach. Ich znajome reagują na takie fotki na ogół jednym slowem. Śliczna, pięknota, Super itp. Wszyscy są zadowoleni. Zastanawia, ale czy powinno? W czasach gdy jedynym sposobem pokazania lubemu swojej urody był obraz, to malarze nie potrafiący pokazać wymarzonego wyglądu, a jedynie rzeczywisty, nie mieli roboty i zarobku. Powodzilo się tym, którzy upiększali...
    Jest więc tak, jak było. Wciąż marzymy, a przy okazji kłamiemy, oszukujemy nawet samych siebie i tak to leci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Tatulu, miło cię widzieć :) No niestety, dojrzałe kobiety mają z tym problem, a o nastolatkach nie wspomnę. One głównie karmią się telewizją, kanonami mody z czasopism i podążają za "ideałem" którego de facto nie ma...

      Usuń
  4. Jestem gdzieś pomiędzy - nie gonię za pięknem zewnętrznym, ale czasem brakuje mi pewności siebie :) Aktywnie jednak z tym walczę. Ponieważ rzadko się maluję, na zdjęciach najczęściej pokazuję naturalną siebie - bez podkładu, mascary i cieni. I nie czuję się z tym źle. Czasem wśród wielu kobiet z pięknym makijażem chowam się po kątach, bo jak to tak nieumalowana do ludzi... ale zwykle mija mi to po kilkunastu minutach. Chcę być sobą i czuć się komfortowo, a nie wyglądać tak, jak ktoś uważa, że powinnam. A ja bez tapety na twarzy naprawdę dobrze się czuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że czasem marzę o tym, by moja twarz nie wymagała choć odrobiny podkładu, niestety odziedziczone worki pod oczami i gdzieniegdzie jakiś pryszcz nie bardzo mi na to pozwalają ;) Ale jeśli masz możliwość się nie malować, to korzystaj jak najdłużej! :)

      Usuń
    2. Przed chwilą zakończyła się w TVN 24 audycja Czarno na białym" w której wzięto na warsztat opisany przez Ciebie problem. Podobno aż 60 proc. nastolatek uważa, że jest zbyt gruba i czynią sobie krzywdę katując się i wykonując różne przeróbki swojego wizerunku aby zmienić ten stan.
      Zobacz co napisałem na swoim blogu krótko po publikacji Twojego tekstu: http://tatulowe.blog.onet.pl/2017/03/10/retusz-retusz-retusz-musi-byc/
      Byliśmy przed TVN 24, nieprawdaż?
      Dziękuję za inspirację

      Usuń
    3. Polecam się, Tatulu :)

      Usuń
  5. Myślę, że każda z nas chce wygladać pięknie i to akurat nie ma nic wspólnego z telewizją i w ogóle. Tak jest od pokoleń. Gdy czujesz, że wyglądasz ładnie, od razu masz lepszy humor. Grunt to znaleźć złoty środek i nie pogubić się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, choć co innego chcieć być ładnym, czy inaczej mówiąc czuć się ładnie, a co innego ślepo wierzyć telewizji i temu, że (akurat leci reklama) "kilogramy zginą bezpowrotnie" od samego brania proszków.

      Usuń
  6. Moim marzeniem jest, aby kobiety bardziej wierzyły w siebie. Jesteśmy piękne i musimy o tym pamiętać! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem mamą, po 30-tce i trochę już zdążyłam dojrzeć w kwestii lubienia siebie. Ale to dojrzewanie nie polegało na patrzeniu na siebie w lustro i wmawianiu sobie "jestem piękna" tylko pracy. Dzisiaj jestem szczuplejsza niż na studiach, lubię swoje cienkie włosy (które kiedyś chciałam tylko obciąć) a mój brzuch wygląda lepiej niż przed ciążą. Z jednej strony - ok - nie powinniśmy się zadręczać i dążyć do sztucznego piękna, ale jeśli ktoś jest niezadowolony ze swojego wyglądu to niech coś z tym zrobi a nie narzeka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko jest kwestią motywacji. Jeśli dążymy do szczupłej sylwetki by się lepiej czuć same ze sobą to ok, ale jeśli poprawiamy siebie by dopasować się do otoczenia, by inni nas lubili itp., to już trochę gorzej...

      Usuń
  8. Nie można przesadzać w żadną stronę. Akceptacja siebie i swojego wyglądu to podstawa, niestety gazety promują zupełnie coś innego. Niedawno moja znajoma napisała, że przeczytała reklamę, która oznajmia, że masz zapobiegać oznakom starzenia się...ubrań! Skoro ubrania nie mają się starzeć, to co dopiero my!?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I niby się uganiamy za naturalnością i propagujemy ją w kosmetykach, urodzie itp., a jednak sztuczne piękno z gabinetów nadal z tym wygrywa....

      Usuń
  9. Wiara w siebie to podstawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W każdym przypadku. Niestety często to również "rzecz nabyta", czasem trzeba się tego nauczyć...

      Usuń