13 lutego 2017

Polskie dzieci tylko dla Polaków?


Ministerstwo Rodziny postanowiło ograniczyć możliwości adopcji polskich dzieci przez obcokrajowców i jednocześnie odebrało uprawnienia najbardziej doświadczonym Ośrodkom Adopcyjnym, pozostawiając dwa - katolickie. Najgorsza jest jednak zalatująca nacjonalizmem motywacja Ministerstwa: Polskie dzieci tylko dla polaków i najlepiej jeszcze dla katolików.


Proces adopcyjny

Nie jestem może znawcą tematu, ale nawet laik wie, że w Polsce proces adopcyjny to droga zawiła i skomplikowana, wymagająca od potencjalnych rodziców poświęcenia i mnóstwa cierpliwości. Zgłaszając się do ośrodka przyszli rodzice przekazują informacje na miarę CV i życiorysu w jednym, zgadzając się również by ośrodek zweryfikował ich sytuację bytowo-materialną. Potem mnóstwo szkoleń, aż w końcu dochodzi do pierwszego spotkania z dzieckiem. Ale od spotkania do przysposobienia nadal długa droga. A przy adopcji zagranicznej pewnie nawet dłuższa.

Chore dziecko ma szanse jak nastolatek, czyli niewielkie

To oczywiste, że ludzie decydując się na adopcję wyobrażają sobie swoje nowe dziecko jako słodkiego niemowlaka, zdrowego i różowiutkiego, bez żadnych obciążeń psychicznych czy genetycznych. No, od biedy może być maksymalnie trzylatek, bo takie dziecko można jeszcze jakoś ukierunkować. Rzeczywistość wygląda tak, że mnóstwo jest dzieci chorych, niepełnosprawnych, czy najzwyklejszych na świecie nastolatków, dla których szanse na znalezienie rodziny są byle jakie albo żadne. W końcu nikt nie weźmie sobie na garb wychowania trudnego nastolatka po przejściach, kiedy może mieć malucha bez większych obciążeń.

Dlaczego chcą adoptować

Pierwszą rzeczą, jaką różnią się adopcyjni rodzice polscy od obcokrajowców są motywy jakimi kierują się podejmując w ogóle taką decyzję. Prawda jest taka, że u nas na adoptowanie dziecka decydują się zwykle ludzie, którzy inne możliwości posiadania dziecka już wypróbowali, lecz z marnym skutkiem. Jeśli chodzi zaś o obcokrajowców (jak wynika z wypowiedzi pracowników ośrodków), to zwykle mają oni już dziecko bądź dzieci, zwykle odchowane i po prostu mają chęć by poświęcić swój czas i uwagę jeszcze jednemu. Drugą różnicą są kwestie finansowe: na zachodzie system pomocy socjalnej jest dużo bardziej rozwinięty i rodzice - zwłaszcza przyjmując dzieci chore czy niepełnosprawne - mogą liczyć na rzeczową pomoc państwa. A u nas? Masz chore dziecko, to masz problem. Radź sobie!

Co na to minister?

"(...) Adoptowane dzieci, wychowywane poza granicami kraju bardzo szybko tracą związki z kulturą i językiem polskim i jedynie od wrażliwości nowych rodziców zależy jak silnie i jak długo podtrzymywana będzie więź emocjonalna z Polską"* mówi minister, a jako lekarstwo wylicza, że będą to "(...)Wzmacnianie świadczeń takich jak choćby program "Rodzina 500 plus", usług społecznych i zdrowotnych kierowanych do rodzin wychowujących dzieci, (...). Gdy jest to mimo wszystko niemożliwe - rosną szanse dzieci na znalezienie odpowiedniej rodziny adopcyjnej w Polsce". A jeszcze słowo ze strony jednego z pozostawionych katolickich ośrodków:"rozpatrując zgłoszenia rodzin - preferujemy w pierwszej kolejności rodziny katolickie, a następnie inne chrześcijańskie”.

Dobry bajer nie jest zły

Nie bardzo wierzę w te cuda, bo Program 500+ już nieco trwa i nie wydaje mi się, żeby od dodatkowych pięciu stów w budżecie rodzice nabrali więcej troskliwości w opiece nad dziećmi albo że przybędzie chętnych do adoptowania w takim stopniu, że w pół roku pozamykają wszystkie ośrodki. I niezależnie od bajek jakie nam opowiadają, również system usług zdrowotnych i społecznych to godne pożałowania nic, co udowodnili choćby koczujący w sejmie jakiś czas temu rodzice wraz z niepełnosprawnymi dziećmi. W kwestii adopcji przez katolików dedykowany ośrodek mówi krótko, że wyznanie ma drugorzędne znaczenie, jednak możemy się spodziewać, że rzeczywistość swoją drogą a oczekiwania swoją.

Suma summarum

Podsumowując to wszystko, największą bzdurą jaką widzę - poza kwestiami czysto politycznymi dla takiego posunięcia - jest pogląd Ministerstwa, jakoby dla dzieci porzuconych, chorych, niepełnosprawnych i już wystarczająco skrzywdzonych przez życie, najważniejsze było "poczucie polskości" i potrzeba kultywowania tradycji oraz polskich obyczajów. Innymi słowy lepiej być Polakiem w Polsce, ale przez całe życie być dzieckiem niczyim, niż być Polakiem gdziekolwiek, ale w szczęśliwej i kochającej rodzinie.  





Jeżeli podobał Ci się ten post, daj mi znać... Zalajkuj!
If you like this post, like it!

6 komentarzy :

  1. Niestety tematy związane z polityką są bardzo trudne. Dyskusja o naszym rządzie zawsze wywołuje wiele emocji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu nie o rząd się rozchodzi, tylko o durny pomysł, który mocno ograniczy ilość adopcji...

      Usuń
  2. Nawet nie wiedziałam, że tak to wygląda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym ja nie oglądała przynajmniej wieczornych wiadomości to też bym pewnie nie wiedziała.

      Usuń
  3. Ja naprawdę nie wiem co się dzieje teraz w Polsce. Cofamy sie wręcz do średniowiecza. Dojrze takie dzieci mają już swoją własną tragedie bo jakby nie patrząc nie mają tej mamy która kocha ich na zabój to jeszcze państwo dowala swoje trzy grosze. Przykre.
    Pozdrawiam.
    www.nasza-czworka.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze, że na te głupie pomysły nie ma jak zaradzić ani zareagować..

      Usuń