19 lutego 2017

Czy warto bać się porodu?


Kiedy myślę o tym, że za miesiąc mam urodzić dziecko, ogarnia mnie przerażenie. Boję się dosłownie wszystkiego: bólu, komplikacji, tego że nie dam sobie rady albo że mąż zemdleje wcześniej ode mnie i będę musiała poradzić sobie sama. Jak inne kobiety sobie z tym radzą?


Nie taki diabeł straszny

Mogłabym się podpisać pod tym nagłówkiem, ponieważ faktycznie prawie równo miesiąc pozostał mi do wyznaczonego terminu porodu, gdyby nie fakt że to mój drugi poród, a pierwszy wcale nie był taki straszny jak zakładałam. Jest jednak mnóstwo kobiet, które rodząc po raz pierwszy przeżywają katusze, a poród jawi im się jako najtrudniejsze i najgorsze doświadczenie w życiu. Jak właściwie przebiega poród? Czy jest się czego bać? Opowiem na swoim przykładzie.

Jak to się zaczęło?

Akurat mnie trafiło się tak, że przy pierwszym porodzie przez dwa dni leżałam na patologii ciąży - byłam kilka dni po terminie więc prawie mnie zmusili do zostania - na szczęście w nocy z drugiego na trzeci dzień odeszły mi wody. I nie, nie było jak w filmie, że do kałuży jaką zostawiłam musieli wezwać ekipę sprzątającą; wstałam za potrzebą i kiedy podniosłam się z łóżka poczułam się tak...jakby mi pociekło. W ciągu następnej półgodziny zbadała mnie położna (potwierdzając, że to odchodzą wody) i zaczęły się pojawiać skurcze, więc zabrałam swoje rzeczy i pojechałyśmy na porodówkę. I tu bardzo ważna rada: zabierzcie ze sobą możliwie mało rzeczy, żebyście w bólach porodowych nie musiały gimnastykować się z upychaniem polarowego koca do worka na śmieci (do torby się nie mieścił), bo zdecydowaną większość klamotów (zwłaszcza tych dla dziecka) ktoś wam może dowieźć później.

Porodówka

Zanim przyszło co do czego, prawie trzy godziny spędziłam na sali obserwacyjnej - lekarz badał rozwarcie, anestezjolog usiłował założyć wenflon (mam beznadziejne żyły), akcja się rozkręcała. Rozkręcały się też moje skurcze, które były coraz częstsze i dość silne - tu kolejna uwaga: nie ma szans żeby pomylić skurcze porodowe z czymkolwiek innym. Będąc jeszcze w domu miałam raz taką sytuację, że przez ponad pół godziny skurcze pojawiały się co 5-6 minut. Na porodówce pojawiały się chyba co dwie, w każdym razie dosłownie co chwilę. Nim więc trafiłam na osobną salę miałam okazję wypróbować pozycje łagodzące skurcze (A idź pan w...!) oraz zastanowić się nad ewentualnym skorzystaniem ze znieczulenia.

Co naprawdę mi pomogło?

Kiedy pojawił się mój mąż, przenieśli mnie na salę w której miałam urodzić i podłączyli do KTG. Sam fakt przymusowego leżenia na boku przez większą część ciąży doprowadzał mnie do szału, ale leżenie na boku w trakcie skurczy porodowych to wybitna katorga. KTG nie trwało jednak długo, a kiedy mnie odłączyli mogłam skupić się na tym co dalej. Okazało się, że prawdziwym ukojeniem dla bólu nie była żadna wymyślna pozycja, tylko wejście do wanny. Tu kolejna mądrość: nic tak nie przyspiesza porodu i nie uśmierza bólu jak wanna z gorącą wodą. Kiedy już było po wszystkim przyszło mi nawet do głowy, że gdybym mogła to następne dziecko chciałabym urodzić w wannie, dlatego kiedy kazali mi z niej wyjść (po dwóch godzinach) i położyć się na łóżku, nie byłam zbyt szczęśliwa. Chwilę później, gdy badała mnie położna, przekonałam się jak bardzo ciepła woda przyspiesza poród - wspomniawszy o znieczuleniu usłyszałam, że mam już 9 cm rozwarcia. 

3..2..1..

Zanim zaczęliśmy przeć - a to położna uświadomiła mnie, że w ogóle odczuwam skurcze parte - było jeszcze cewnikowanie (nic przyjemnego, ale trwało kilkanaście sekund i dało się przeżyć) a potem padło pytanie o nacinanie krocza. Nie jest tajemnicą, że naturalne pęknięcia na ciele goją się lepiej niż te zrobione specjalnie, więc zgodnie z przekonaniem powiedziałam, że wolałabym uniknąć nacinania krocza, ale jeśli nie będzie innego wyjścia, to się zgadzam. I tu znów kolejna uwaga: nacinanie krocza może być potrzebne by ułatwić dziecku przeciśnięcie się na zewnątrz, cewnikowanie uwalnia was od potencjalnie żenującej sytuacji popuszczenia w trakcie parcia, a co za tym idzie czasem warto skorzystać również z lewatywy. Pamiętajcie, że w trakcie porodu wasze ciało nie kontroluje za bardzo pozostałych procesów (i to nic złego), bo skupia się na tym co najważniejsze!

To to siup!

Przekonałam się na własnej skórze, że w trakcie parcia można zapomnieć o oddychaniu i to mąż, który był obok, przypominał mi, że pora na kolejny wdech i wydech. I wcale nie było jak w amerykańskim filmie: nie próbowałam urwać mężowi ręki, przeklinając go do siódmego pokolenia za to co mi zrobił, nie sprawdzałam swojej znajomości łaciny podwórkowej, nie krzyczałam (jak inne kobiety, których krzyki dochodziły gdzieś z korytarza) choć odczuwałam ból... Ból, to nieodłączna część porodu i trzeba sobie to uświadomić. Najważniejsze jednak, by nie skupiać się na tym, że boli ale iść za ciosem i z każdym skurczem starać się wypchnąć dziecko. Może to zabrzmi kolokwialnie, ale to całkiem jak z bólem głowy: im bardziej myślisz o tym, że boli głowa, tym bardziej odnosisz wrażenie, że ból się zwiększa. Jeśli natomiast skupisz się na tym co ważniejsze, będzie jak u mnie: po pół godzinie parcia moja córka pojawiła się na świecie. Później, kiedy mąż nadzorował czynności pielęgnacyjne wyparłam jeszcze łożysko (właściwie to samo wyszło) i założyli mi kilka szwów, ponieważ pękłam. Od odejścia wód, do momentu gdy przytuliłam córkę minęło 6,5 godziny, z czego samego - dosłownego - rodzenia było może tylko pół. Dlatego warto nastawić się dobrze i odbierać to wydarzenie jako proces, przez który musimy przejść, by nasze dziecko mogło pojawić się na świecie.


Jeśli macie ochotę zapoznać się bardziej szczegółowo z moją historią albo z innymi pozytywnymi opowieściami opisanymi przez rodzące kobiety, jeśli potrzebujecie podnieść się na duchu i upewnić, że poród to nie horror, przeczytajcie wpisy przygotowane do specjalnego ebooka wydanego w związku akcją Lepszy Poród. :)



Pozdrawiam!


Jeżeli podobał Ci się ten post, daj mi znać... Zalajkuj!
If you like this post, like it!

28 komentarzy :

  1. Każdy poród inny i w sumie nie da się porównywać takiego 10 minutowego hop siup z jakąs masakrą zakończoną kleszczami. Dlatego sądzę, że najgorszy strach odczuwają kobiety, które już rodziły, te po traumie porodowej. Mi się z porodami fuksnęło, choć drugi bardziej bolesny przez oksytocynę dożylną.
    Najdziwniejsze jest to, że mimo strachu nie mogłam się trochę tego doczekać, a teraz żałuję że już tego więcej nie doświadczę ;D To chyba nie jest normalne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy poród jest inny. Może od tego hasła powinnam w ogóle zacząć notkę. Nie mniej jednak jeśli ktoś ma jakieś obawy, potrzebuje usłyszeć, że będzie dobrze. Głównie wynika to z tego, że zwłaszcza pierworódki słuchają opowieści babć, ciotek, teściowych które rodziły dramatycznie i boleśnie. Jeśli ktoś się boi, to tego typu historie nie pomagają, stąd mój tekst.
      PS: Zawsze możesz spróbować jeszcze raz i do Dyzia i Bajaderki dołączyć rodzeństwo :)

      Usuń
  2. Eh...dawno mnie nie bylo ale jak juz jestem to sie wypowiem. Wiem co chcialas przekazac, ze nie taki wilk straszy i da sie. Takie poklepanoe po ramieniu dla tych co szykuja sie do rozpakowania z dwupaku. Niestety nie lubie tego typu txtow, bo nie sa uniwersalne. Wiem ze odnosisz sie do swoich odczuc i przezyc ale porod jest czyms na tyle indywidualnym ze sie po prostu nie da. Pomijajac zakonczenie mojego...to nie bylo to takie hop siup, troche bolu i po sprawie. Zadna wanna, pozycje lagodzace i inne pierdoly.Nic mi to nie dalo. Odporna jestem mocno na bol. Ten psychiczy i fizyczny a porod okazal sie dla mnie jednym zgorszych przezyc ever.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, cieszę się że trafiłaś na nowy adres :)

      Cóż, twoja historia jest bardzo specyficzna i z niepożądanym zakończeniem niestety, chociaż radzisz sobie świetnie. Ale w przypadku tego tekstu jest trochę tak jak mówisz - chciałam poklepać po ramieniu i powiedzieć coś w stylu "będzie co ma być, ale lepiej mieć podejście pozytywne". Może to i oklepane, ale gdybym miała rodzić za chwilę i słuchać o tym, co może pójść źle, chyba był dostała zawału. A na porodówkę musieliby mnie wieźć związaną.

      Usuń
    2. Ja jestem tak zakrecons ze nawet nie zauwazylam ze inny adres ;)przez fb przyszlam.
      W kazdym razie pozytywne nastawienie-TAK ale i przygotowanie na najgorsze(o ile da sie) np wybor szpitala z referencyjnoscia 3. Itp. A moim zdanie to nie warto przez to przechodzic. Serio. Nigdy nie bylam zwolenniczka cc na zadanie. Teraz jak ktos mnie pyta to mowie CC.

      Usuń
    3. No tak, rozeznanie co do szpitala to istotna rzecz. Ten, w którym ja rodziłam ma opinie raczej dobre, poza tym 4 moje koleżanki rodziły tam chwile przede mną... A co do CC - pamiętaj że to jednak operacja. Myślisz że CC wyklucza, że coś może pójść nie tak? :/

      Usuń
  3. Jako facet, bardziej bałem się komplikacji poporodowych (więcej nie chcę pisać, bo to zbyt osobiste i dramatyczne historie).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy poród jest inny, lepiej jednak nie zamartwiać się na zapas. Mam nadzieję, że wszystkie te historie miały jednak dobre zakończenie. Pozdrawiam!

      Usuń
  4. rodziłam 5 miesięcy temu, miałam bóle krzyżowe, poród trwał 18 godzin - było strasznie... Przed porodem miałam podejście zadaniowe i uważałam, że skoro tyle kobiet rodziło przede mną to i mnie się uda i faktycznie udało się, no ale było strasznie... połóg też, w moim przypadku, nie nalezał do przyjemnych... najwazniejsze jednak jest to, ze na koncu tej drogi czeka na nas mały człowiek;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powtórzę - każdy poród jest inny, jeden bardziej drugi mniej bolesny, jeden dłuższy a drugi krótszy. Nie mniej jednak stres nie pomaga, dlatego lepiej nastawić się do tematu pozytywnie. Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Mając za sobą trzy porody to muszę przyznać, że najlepiej wspominam ten, przy którym od początku do końca mógł być obecny mój Mąż...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bardzo sobie cenię obecność męża przy pierwszym porodzie, bo przypominał mi o oddychaniu :D Liczę, że za chwilę przy drugim też mnie wesprze.

      Usuń
  6. niedawno rodziłam i też słyszałam od wszystkich, że skurczy porodowych nie da się pomylić z niczym innym. otóż, nie zgadzam się. ja przez całą noc myślałam, że boli mnie brzuch bo boli. (kilka miesięcy wcześniej też mnie podobnie bolał, nawet trafiłam na patologię ciąży, a ostatecznie okazało się, że to wszystko przez moje obżarstwo - przy wypisie taktownie mi napisali o "błędzie dietetycznym" ;)) dopiero po wszystkim wyszło na to, że to były właśnie te skurcze. ból porównałabym do miesiączkowego. może to tylko ja jestem taka udana, że nawet skurcze porodowe potrafię przegapić i pomylić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie zdolna jesteś :) Ja bym w życiu nie pomyliła - porodowe były częstsze, bardziej bolesne i w porównaniu do jednego fałszywego alarmu który zaliczyłam - no nie da się pomylić :)

      Usuń
    2. Ja miałam podobnie. Ból brzucha zaczął sie ok. 22 i do 4 rano myślałam, że to tylko ból brzucha (w jednym z objawów zbliżającego się porodu piszą o bólu brzucha) i dopiero o tej 4 zorientowałam sie, że ból bardziej nasila się co kilka minut -wtedy zrozumiałam, że to są skurcze.

      Usuń
    3. Mnie też brzuch boli, ale nadal nie wyobrażam sobie jak może być podobny do skurczy.. To było zupełnie coś innego :D

      Usuń
  7. Rany...jesteś już kolejną osobą o której porodzie czytam i powiem szczerze, że twoj wydaje się taki naturalny. :) Wszystko jeszcze przede mną na razie wzbraniam się rękami i nogami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo poród to w gruncie rzeczy jest coś naturalnego ;)

      Usuń
  8. Każdy poród jest inny, wiec dobrze, że nie straszysz innych kobiet, jak to czasami bywa. Ja do tego starałam się podejść, że skoro tyle kobiet od setek lat rodzi dzieci to i mnie musi sie udać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze pozytywne nastawienie jest lepsze :) Każdy poród jest inny i zdarzają się i trudne i takie z komplikacjami, ale to rzeczy które trzeba mieć bardziej z "tyłu" głowy. :)

      Usuń
  9. Temat u mnie na czasie bo porod za 3 miesiace. To bedzie moj pierwszy ale mimo wielu historii mrozacych krew w zylach nie boje sie tak bardzo. Tak jak napisalas, wiem ze bedzie bolalo i jestem na to gotowa, ale wiem tez, ze tyle kobiet sobie dalo rade wiec i ja dam. Super post

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój drugi poród już za miesiąc, więc pomyślałam że warto powspominać. Tak jak już gdzieś pisałam, mam wrażenie że historie moich koleżanek opowiadane po czasie zamiast dystansu mają dużo więcej dramatyzmu :D

      Usuń
  10. Świetnie napisane! Przeczytałam z otwartymi ustami i uśmiechem aż do samego końca :) Masz rację, wiele zależy od nastawienia! W końcu wszystko zaczyna się w głowie! Ja tak bardzo pragnęłam urodzić naturalnie... Zawsze wiedziałam, że urodzę i nawet się nie bałam. I kiedy zapadła decyzja o cesarce popłakałam się i pomyślałam: " po co mi to wszystko było?". Teraz wiem, że tak miało być, że dzięki temu i ja i córka jesteśmy zdrowe i to jest najważniejsze. A kto wie, może następnym razem uda mi się urodzić naturalnie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest najlepsze podejście z możliwych :)

      Usuń
  11. Przed swoim porodem znałam już wiele mrożących krew w żyłach historii z porodówek. Ale stwierdziłam, że z tej perspektywy dowiedziałam się już wiele i zaczęłam śledzić stronę "rodzić po ludzku" i tam znalazłam wiele pokrzepiających historii. Potem jakoś znajdowałam podobne pozytywne historie.
    Nie wierzyłam, kiedy słyszałam, że zapomina się o tym bólu. Teraz wiem, że jeszcze nigdy nic nie bolało mnie tak bardzo (17 h, bóle krzyżowe, wymioty z bólu, do tego oksytocyna dożylnie, ciągłe podłączenie pod KTG przez co miałam ograniczoną możliwość ruchu). Ale już godzinę po porodzie mogłabym rodzić kolejne dziecko. I chętnie przeżyłabym sam poród jeszcze raz.
    W całym moim, może krótkim, życiu nie przeżyłam nic równie magicznego/mistycznego - nie potrafię nawet dobrze określić tego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest słuszne podejście. Niestety, to co jest związane z jakąś fizjologią wydaje nam się traumatyczne często. Z perspektywy czasu jak widać, patrzymy na to zupełnie inaczej :)

      Usuń
  12. Mój poród to była makabra, masa krwi, na dodatek zdarzyły mi się najbardziej upokarzające sytuacje... Ogólnie się nie bałam, ale wystraszyłam się w momencie gdy musiałam dziecko wyprzeć :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W normalnych warunkach oddanie moczu w trakcie porodu postrzegasz jako upokarzające, ale w szpitalu doskonale wiedzą że to nic innego jak fizjologia człowieka. Poza tym, jak widzę, mimo przeżyć wspominasz to wszystko raczej z uśmiechem :)

      Usuń