16 lutego 2017

A Ty, jak przekonujesz faceta do swoich racji?


W każdym związku zdarzają się czasem takie momenty, kiedy jednej ze stron zależy na czymś bardziej niż drugiej. A ponieważ faceci zwykle nie rozumieją naszego kobiecego toku myślenia, musimy używać właściwych argumentów...


Motyw na koleżankę lub wejście na ambicję

Faceci nigdy nie zrozumieją, że my kobiety mamy różnorodne, czasem abstrakcyjne potrzeby. Najprostszym przykładem jest ich niezrozumienie faktu, że poza tymi 20 parami, potrzebujemy jeszcze 21 pary - prędzej dojdą do wniosku, że ożenili się ze stonogą. Być może fakt, że ciężko przekonać mężczyznę do zakupu upragnionej rzeczy wynika z tego, że gdy mężczyzna idzie do sklepu, zwykle już wie po co, natomiast kobieta odkrywa swoje pragnienia dopiero w galerii handlowej. Jak więc wspomóc swoją argumentację w dyskusji o zwiększenie limitu na karcie? Można wypróbować sposób na koleżankę: "Aśka mówiła, że mąż kupił Zośce nową biżuterię. Kocha ją chyba, nie sądzisz?". Gdyby jednak to nie poskutkowało, proponuję drugi sposób, czyli uderzenie w męski punkt zwany ambicją (lub chęcią rywalizacji): "Patrz, twój szwagier wymienił samochód, a my jeździmy starym trupem" albo "Widziałeś, że twój kolega Marek ma nowy, wielki telewizor w salonie?".

Nie ma rzeczy niepotrzebnych

Jeśli zdarza ci się, (tak jak mnie) że z zakupów wracasz z naręczem toreb pełnych różnych gadżetów - koszyczki, silikonowe foremki, łyżki, podkładki, itp. - a twój mąż wita cię w drzwiach tym samym grymasem co mój, mówiącym "Coś ty znowu nakupowała?", wtedy jedyną dostępną opcją jest zapewnienie go, że zawartość siatek jest koniecznie, bezdyskusyjnie potrzebna. Przecież drewniane łyżki się połamały ostatnio, foremki do muffinek się przydadzą (co z tego, że jak dotąd robiłam je raz i się spaliły) a kolejna silikonowa miska to też zakup na plus, zwłaszcza gdy pozostałe trzy od tygodnia czekają na zbawienie w zmywarce.

Niska cena ma znaczenie

Mężczyźni mają to do siebie, że nie wystarczy im, by jakaś rzecz była potrzebna, użyteczna, albo po prostu wyglądała dobrze. Nie wystarczy im, że sukienka świetnie leży, a szpilki pasują do torebki i na pewno wszystkie dziewczyny w pracy będą zazdrosne. Im większa ilość rzeczy, tym bardziej wzrasta w mężczyznach niepokój o stan konta i szanse na przeżycie do końca miesiąca. Dlatego warto uspokoić swojego męża/partnera i zapewnić, że zakupiłyśmy wszystkie te rzeczy w okazyjnych cenach, a połowa to w ogóle była za darmo. Innymi słowy hasło - klucz w takiej sytuacji brzmi: była promocja. Promocja, czy też wyprzedaż jest przecież zawsze - w tym utwierdzamy naszych partnerów - nawet jak jej nie ma. 

Są rzeczy, na które nie mamy wpływu

Poza dokonywaniem zakupów - mniej lub bardziej udanych - zdarzają się nam, kobietom, sytuacje które wyprowadzają z równowagi nawet najbardziej wyrozumiałego partnera i żadna argumentacja nie pomoże. Pamiętam jak kilka lat temu podjechałam pod market na szybkie zakupy. Mieliśmy wtedy jeszcze poprzednie auto, bez czujników cofania. Nie jestem jakąś sierotą za kółkiem, więc parkuję tyłem (a co!). Cofam, cofam się i nagle coś jest nie halo. Wysiadam, patrzę... Wpasowałam się idealnie między dwa samochody, tylko jakiś cholerny słupek zarysował mi zderzak! Stoi taki kurdupel, ledwo zderzaka sięga, ale jednak! Mniejsza jednak o słupek, bo przecież muszę się jakoś wytłumaczyć przed mężem. Nie ma przecież znaczenia, że i tak samochód to grat i że odrapany. Pokazując więc swoje dzieło, silę się na jedno szczere wyznanie: "Przecież to nie moja wina!". Nieprawdaż? ;)


Pozdrawiam!




Jeżeli podobał Ci się ten post, daj mi znać... Zalajkuj!
If you like this post, like it!

16 komentarzy :

  1. Mój mąż poprostu nie dyskutuje bo wie że i tak mnie nie przegada w wielu aspektach. Co do zakupów, akurat to ja trzymam kasę więc to ja decyduje hahaha.
    Pozdrawiam.
    www.nasza-czworka.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też trzymam kasę, ale czasem trzeba dać panom szansę by poczuli, że mają na to jakikolwiek wpływ :D hihi

      Usuń
  2. Kurcze u nas nie ma takich problemów...nie wiem dlaczego, ale nie ma :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Serio? Są na tym swiecie faceci, którzy łapią się na takich argumentach? Masakra.. Moja zoba na szczescie nie kupuje durnot...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że są... Nie mniej jednak proszę spojrzeć na te argumenty z większym przymrużeniem oka :)

      Usuń
  4. Z zakupów to ja się tłumaczyć nie muszę na szczęście, raczej słyszę po powrocie: "I co tak mało sobie kupiłaś?", albo "Znowu wracasz z niczym?". Jak wrócę z wielką torbą to mężowski nawet nie zauważa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak idę na zakupy ciuchowe to czasem mąż pyta co tak mało a to dlatego, że ja rzadko robię zakupy ciuchowe, ale często nie mam się w co ubrać :P

      Usuń
  5. Moja żona jakoś nie potrzebuje używać takiej argumentacji. Nie sądziłem że są tacy faceci którzy się łapią na takie rzeczy jak porównywanie z innymi facetami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bywają.. A na tekst proszę spojrzeć z przymrużeniem oka ;)

      Usuń
  6. Ja nie używam takich argumentów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie, no może czasami :) Mąż jest wyrozumiały :)

      Usuń
  7. Uwierz mi naprawdę na te buty była promocja! :)))) Inaczej bym powiedziała Elowi, że to stare, ale strasznie się chciałam pochwalić tym łupem. Jak myśliwy na polowaniu :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Generalnie nie mam problemu z przekonywaniem Małżonka do mojego zdania. Zdarza się, że mamy dwa kompletnie odmienne zdania, ale nikt nikogo na siłę nie przymusza do swojego.
    Co do upragnionych przedmiotów to podejście jest proste, jeśli nas na to stać i nie wpłynie to jakoś dramatycznie na nasz budżet to sprawiamy sobie przyjemność. Czasami bywa tak, że to ja się długo zastanawiam nad tym, czy coś kupić, bo szkoda mi trochę pieniędzy, bo coś tam i wtedy wkracza Mój Mąż "Przecież tak bardzo tego chcesz. Kup sobie, albo ja Ci kupię"

    OdpowiedzUsuń
  9. Mój mąż też tak zwykle mówi, zwłaszcza jeśli chodzi o jakiś ciuch który mi się podoba, ale zwykle mówię "A gdzie ja to założę?". Ale faktycznie, raz na jakiś czas przyjemność która nie narusza budżetu jest wskazana :)

    OdpowiedzUsuń