29 maja 2017

Mama u kosmetyczki, czyli co wolno ciężarnej, a co karmiącej kobiecie?

Dzisiejsze mamy nie chcą być zapuszczonymi, potarganymi mimozami z wylewającymi się brzuszkami. Dziś kobiety w ciąży i po porodzie, świadome mankamentów swojego ciała, starają się jak najszybciej powrócić do formy i zadbać o siebie. Ale czy wszystkie zabiegi są dla nich osiągalne?


Farbowanie włosów

Tak, będąc w ciąży i karmiąc piersią można farbować włosy - jestem tego żywym przykładem. Jedyne "ale" jakie mogę zgłosić to rzeczy, na które warto w tym czasie zwrócić uwagę. Po pierwsze farba - warto porzucić tradycyjne farby na rzecz takich bez amoniaku. Są delikatniejsze dla skóry, jest mniejsza szansa na uczulenie i nie śmierdzą tak przeraźliwie. Należy też pamiętać, że w trakcie ciąży szalejące hormony mogą mieć wpływ na skórę i włosy więc dobrze mieć na uwadze, że kolor może nie wyjść idealnie taki, jakiego oczekiwaliśmy (chociaż w moim przypadku tak nie było).

Ultradźwięki, fale i lasery

Brzmi jak arsenał z Gwiezdnych Wojen, ale wybierając się na jakikolwiek zabieg, warto być zorientowanym z jakich przyrządów korzysta się przy jego wykonywaniu. Wszystkie te trzy formy zabiegów kosmetycznych są niewskazane dla kobiet w ciąży, ponieważ nikt nigdy nie przeprowadził badań odnośnie ich wpływu na dziecko, dlatego lepiej nie ryzykować. W przypadku mam karmiących piersią sytuacja ma się podobnie jak z farbowaniem - można z tych zabiegów skorzystać, ale ze względu na burzę hormonalną i nadmiar melatoniny pozostały jeszcze po ciąży, mogą pojawić się na skórze zmiany czy przebarwienia, które pobudzone danym zabiegiem po prostu się uwydatnią.

Cellulit won!

Tym, co spędza sen z powiek kobietom już na etapie ciąży, jest oczywiście przybieranie na wadze oraz pojawianie się cellulitu, spowodowane m.in. gromadzeniem wody w organizmie. Dlatego zaraz po porodzie spora część mam zaczyna interesować się dostępnymi sposobami na wyszczuplenie. Nie muszę mówić, że diety i odchudzanie w ciąży są BEZWZGLĘDNIE zakazane? Niestety również zabiegi antycellulitowe, opierające się często na rozgrzaniu i przekrwieniu skóry, są dla ciężarnych nieosiągalne, natomiast kobiety karmiące mogą z nich korzystać bez większych ograniczeń. Jedyne z czym trzeba się liczyć to to, że przez zwiększony poziom estrogenu (który wpływa na pojawianie się cellulitu) na efekty takich zabiegów trzeba poczekać trochę dłużej.

Pellingi i nawilżanie

Zabiegi nawilżające są wskazane zarówno dla kobiet w ciąży jak i karmiących piersią. Uelastyczniona i nawilżona skóra będzie nieco bardziej odporna na rozciąganie i najzwyczajniej w świecie będzie po prostu ładniej wyglądać. Jeśli chodzi o peelingi, to wyłącznie te powierzchowne - nie docierające do głębokich warstw skóry - są bezpieczne dla ciężarnych. Z takich zabiegów jak peeling kawitacyjny, mikrodermabrazja, czy zabiegi z użyciem kwasów mogą korzystać mamy karmiące, natomiast na te ostatnie należy uważać - po zabiegach chemicznych wrażliwa skóra może być dłużej zaczerwieniona lub mogą pojawić się na niej inne zmiany.


A zatem, drogie Mamy, jeśli uważacie że nadeszła pora by o siebie zadbać - zapraszam do salonów kosmetycznych. W końcu każda z nas chce być piękna! :)

Pozdrawiam!





Jeżeli podobał Ci się ten post, daj mi znać... Zalajkuj!
If you like this post, like it!

24 maja 2017

O wymaganiach, które (nieświadomie) postawiłam swojemu dziecku.


Kiedy byłam jeszcze w ciąży, zastanawiałam się jak Córka zareaguje na pojawienie się młodszego brata i jak poradzę sobie z ogarnięciem dwójki dzieci. Teraz, gdy Syn skończył miesiąc zrozumiałam dopiero, jak wiele wymagań nieświadomie postawiłam starszemu dziecku oczekując, że ułatwi mi życie.


Bądź samodzielna

Mamy, które mają dwójkę dzieci na pewno wiedzą co chcę powiedzieć: gdy ma się dwoje dzieci, po cichu liczy się na to, że starszak zajmie się sam sobą - sam będzie się bawił, sam umyje zęby i zrobi siku, sam się ubierze i tak dalej - jednym zdaniem mówiąc, da nam możliwość 'oporządzenia' młodszego dziecka albo po prostu szansę na chwilę wytchnienia. Dlatego zaczynamy się irytować, gdy trzylatkowi trzeba jeszcze zmienić pieluchę, kiedy woła co chwilę "mamo jeść", "mamo pić", "mamo chodź się ze mną pobaw". Innymi słowy irytujemy się, gdy okazuje się że dwójka naszych dzieci potrzebuje naszej atencji w tym samym stopniu.

Nie bądź niezdarna

Kto choć raz miał do czynienia z noworodkiem, zwłaszcza takim potrzebującym nieco więcej uwagi (czytaj: często płaczącym) ten wie, że chwilami przydałaby się taka ilość kończyn jak u ośmiornicy żeby na spokojnie to wszystko ogarnąć. A tu jeszcze trzeba mieć oczy dookoła głowy, bo trzylatek właśnie potknął się o własne nogi, bo uderzył głową o otwarte drzwi lodówki, bo po raz kolejny coś upuścił albo wylał. Czemu to dziecko nie jest bardziej rozgarnięte? Miesiąc trwało by dotarło do mnie, że wcale nie musi być - ma tylko trzy lata.

Pomóż albo przynajmniej nie przeszkadzaj

Już wspomniałam o tych ośmiu pożądanych kończynach, dlatego czasem próbuję wymóc na Córce jakąś formę pomocy - coś podaj, coś przynieś. Czasem nie chce tego robić, wręcz widzę że droczenie się ze mną sprawia jej przyjemność. A ja się wściekam. Tak samo jak wtedy, kiedy plącze się pod nogami, kiedy próbuję coś zrobić, kiedy pcha się pierwsza do windy, gdy ja próbuję jedną ręką manewrować wózkiem i nie wypuścić z drugiej ręki zakupów.

O co ci właściwie chodzi

Mam niestety do czynienia z tym rodzajem niedogodności, że mam dwoje dzieci które komunikują się ze mną w tylko sobie znanym języku. Moja córka mimo, że ma 3 lata, ma wciąż niewielki zasób słów w języku polskim, które dorosły człowiek jest w stanie zrozumieć. Pomimo tego staram się jakoś wymóc na niej, zwłaszcza w kryzysowych sytuacjach, by zamiast zanosić się od płaczu spróbowała powiedzieć o co jej chodzi. Cała ta sytuacja nie jest dla mnie łatwa, tym bardziej że rodzina chwilami dogaduje mi, że moje dziecko już takie duże, a w 'obsłudze' nadal jak niemowlę. Cóż, nikt nie mówił że będzie łatwo.


A jak u Was wyglądała sytuacja po pojawieniu się drugiego dziecka? Czy Wasze starszaki były już wystarczająco samodzielne by liczyć na ich pomoc?

Pozdrawiam!


Jeżeli podobał Ci się ten post, daj mi znać... Zalajkuj!
If you like this post, like it!

19 maja 2017

Najlepsze prezenty dla świeżo upieczonej mamy to...?


Kiedy na świecie pojawia się dziecko, natychmiast biegniemy go powitać z garścią prezentów w ręku. Warto również docenić wysiłek włożony przez młodą mamę, dlatego podrzucam kilka pomysłów, czym ją uszczęśliwić.


Dajcie mi się wyspać

Po trudach ciąży i porodu świeżo upieczona mama w pierwszej kolejności marzy o tym, by się w końcu porządnie wyspać. Wiem po sobie, kiedy przez ostatnie dwa miesiące ciąży dokuczały mi bóle bioder, sen był na wagę złota. Mało tego, przez łącznie pięć dni pobytu w szpitalu doliczyłam się około pięciu przespanych godzin, dlatego po powrocie do domu spałam przez dwa dni ciurkiem, a Młodego Mąż podawał mi tylko na karmienie. I mówcie co chcecie, ale było to dla mnie prawdziwe błogosławieństwo. Z tego względu również wszelkie wizyty gości odłożyliśmy na później i uważam, że był to strzał w dziesiątkę.

Każda pomoc mile widziana

Kolejną rzeczą, którą na pewno doceni młoda mama będzie wyręczenie jej w obowiązkach domowych. Babcie i dziadkowie będą mieli szerokie pole do popisu, dlatego że opiekując się maluchem i dając sobie szansę na odpoczynek, młoda mama nie będzie miała głowy do sprzątania, gotowania czy prania i chętnie skorzysta z pomocy. Mało tego, jeśli w domu jest starsze dziecko, to dziadkowie doskonale sprawdzą się w roli opiekunów, zapewniając starszakowi kreatywne zajęcia i zapełniając czas. 

Wychowuję po swojemu

Wpuszczenie do domu pomocników w postaci babć może wiązać się z tym, że po pewnym czasie świeżo upieczona mama zostanie zasypana dobrymi radami i oczekiwaniami w kwestii pielęgnacji i wychowania niemowlaka. Dlatego już na samym początku warto wyznaczyć pewne granice, a wymaganiom otoczenia powiedzieć 'stop'. Każda mama, zwłaszcza ta początkująca, ma prawo popełniać błędy i na własnych błędach się uczyć. Tak samo każda ma prawo wychowywać dziecko po swojemu, nie będąc tym samym w ogniu krytyki ze strony bardziej doświadczonych matek.

Rozpieszczenie zawsze w cenie

Jeśli ktoś zapytałby mnie dzisiaj, jaki 'fizyczny' prezent chciałabym dostać dziś (niespełna miesiąc po porodzie) to powiedziałabym, że voucher do spa. Ale nie byle jaki, że manicure i masaż i styknie. Chciałabym się wybrać na długi masaż relaksujący i na jeszcze dłuższy wyszczuplający. Chciałabym zrobić sobie peeling twarzy zaatakowanej rozszalałymi hormonami, zrobić rzęsy, iść do fryzjera, na manicure i pedicure (bo moje stopy od dawna błagają o niego). I wcale bym się nie obraziła za taki prezent i nie uznała, że ktoś ma mnie za grubego i zaniedbanego flejtucha. Nawet, gdyby ten ktoś wręczając mi voucher rzucił jak moja babcia na zakończenie odwiedzin po pierwszym porodzie: "No nie wyglądasz najlepiej i sporo ci się przytyło...". Niech stracę. :P


Pozdrawiam!


Jeżeli podobał Ci się ten post, daj mi znać... Zalajkuj!
If you like this post, like it!

13 maja 2017

Co chciałabym wiedzieć, gdybym znów była w ciąży po raz pierwszy?


Obserwując przez kilka dni pobytu w szpitalu kobiety ciężarne, a zwłaszcza pierworódki zrozumiałam, ile wiedzy i doświadczenia wynika z posiadania kolejnego potomka. Bo choć byśmy przeczytały wszystkie poradniki to i tak zawsze znajdą się takie rzeczy, które zrozumiemy dopiero po fakcie.


Ciąża to pasmo niewiadomych

Począwszy od samego jej początku. Dziś wiem, że bardzo naiwne z mojej strony było za pierwszym razem chwalić się rodzinie wynikiem testu ciążowego tuż po jego wykonaniu. Piszę o tym, bo choć mnie to nie dotknęło to należy wiedzieć, że nawet do 30% ciąż kończy się poronieniem i dlatego na samym początku trzeba o siebie szczególnie dbać. Ale i cała ciąża może nas później wielokrotnie zaskoczyć: nudności, wymioty, zawroty głowy, opuchnięte nogi i ręce to tylko te najbardziej popularne 'utrudnienia' z jakimi możemy się zmierzyć. Każda ciąża jest inna, a trzeba jakoś przeżyć te 9 miesięcy.

Na nic się nie nastawiaj

Ta rada dotyczy zwłaszcza porodu. Swój pierwszy poród opisywałam już TUTAJ i do dziś uważam, że najlepiej jest na nic się nie nastawiać. O bezwzględnym zakazie słuchania opowieści z porodówki tylko przypominam, stąd tworzenie wizji i wyobrażeń dotyczących przebiegu porodu również nie ma najmniejszego sensu. Owszem, warto stworzyć plan porodu i omówić go z położną, ale jedyne czego można być pewnym, to że będzie bolało. Gwarantuję jednak, że gdy tylko przytulisz swoje maleństwo do piersi, wspomnienie bólu zejdzie na dalszy plan, a po czasie zupełnie o tym zapomnisz. 

Rygorom powiedz NIE

Dotyczy to zarówno okresu ciąży, jak i późniejszej opieki nad niemowlakiem. Możesz być pewna, że będąc w ciąży z każdej strony będziesz bombardowana różnymi rygorami - tego nie rób, tamtego nie jedz, i tak dalej. I owszem, są produkty zdecydowanie szkodliwe, których ciężarna powinna się wystrzegać, ale na swoim przykładzie wiem, że od zjedzenia kebabu czy frytek (więcej niż raz!) nie wyrastają dziecku dodatkowe kończyny, ani też nie rodzi się ono z wrodzoną otyłością. Podobnie sprawa ma się z opieką nad niemowlęciem: nawet jeśli z pewnymi sprawami nie radzisz sobie od razu perfekcyjnie, w końcu dojdziesz do wprawy. Rygory i perfekcjonizm schowaj gdzieś do czasu, aż będziesz mieć w domu nastolatka. 

Dzieci płaczą

Będąc w szpitalu na oddziale poporodowym miałam wrażenie, że większość mam (zwłaszcza mamy pierworódki) zaskakuje fakt, że dzieci potrafią długo i często płakać. Pominąwszy oczywisty fakt, że jest to jedyna forma komunikacji, jest to również jedyny dostępny w tej chwili dla dziecka sposób reagowania na bodźce. Dzieci płaczą, bo są głodne, bo mają to i owo w pieluszce, bo może boleć je brzuch - zwłaszcza jeśli karmimy piersią a zjadłyśmy coś, czego nie powinnyśmy, - bo dociera do nich zbyt wiele bodźców z którymi sobie nie radzą, bo coś je boli, i tak dalej i tak dalej. Dlatego nie ma co panikować, trzeba po prostu wszystko dwa razy sprawdzić i cierpliwie przetrzymać.

Mąż nie będzie miał łatwo

Z perspektywy czasu i drugiej ciąży wiem, jak nieoceniona była pomoc Męża na różnych etapach ciąży i potem. Mój pogląd być może wynika też z faktu, że akurat i ciążę i poród w drugim przypadku przeszłam nieco ciężej niż pierwszą, a mój Mąż poza nieskończonymi pokładami cierpliwości wykazał się na wielu innych polach i nie mam tu na myśli biegania po nocy do sklepu po ogórki. Wiele godzin spędził na masowaniu mi bolących pleców, czy napuchniętych nóg, przytulając mnie kiedy płakałam nie mogąc spać z powodu bólu bioder, a pod koniec ciąży w środku nocy siedział ze mną, kiedy liczyłam ruchy dziecka. Podawał, przynosił, gotował i sprzątał, ale przede wszystkim przejmował opiekę nad starszą córką, dając mi szansę na maksymalny odpoczynek. W końcu pomógł mi też urodzić naszego syna. Dlatego doceń swojego męża/partnera już dziś, na zaś.

Zadbaj o siebie dla swoich bliskich

Jeśli myślisz, że hasła w stylu "Szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci" to przereklamowany stereotyp, to moim zdaniem jesteś w błędzie. Dlatego radzę, byś dbała o siebie w ciąży - póki dajesz radę sama, potem możesz wesprzeć się kosmetyczką ;) - ale i po urodzeniu dziecka też. Wypoczywaj, nakładaj maseczki, maluj paznokcie. Rób wszystko co sprawi, że będziesz się czuła piękna i zadbana, że z przyjemnością będziesz patrzeć w lustro, że poczujesz się po prostu dobrze. I co bardzo istotne - rób na bieżąco wszystkie badania. Zarówno twój mąż, jak twoje przyszłe czy obecne dzieci chcą się cieszyć tobą jak najdłużej, dlatego nie zaniedbuj swojego zdrowia. Dbaj o siebie dla nich.


A Wy, drogie Mamy, o czym chciałybyście wiedzieć będąc w ciąży po raz pierwszy? Jaka wiedza byłaby dla Was najbardziej przydatna?

Pozdrawiam!


Jeżeli podobał Ci się ten post, daj mi znać... Zalajkuj!
If you like this post, like it!

7 maja 2017

Pięć najgorszych prezentów na chrzest.


Chrzest, chociaż jest ceremonią religijną, w dzisiejszych czasach stał się również polem do popisu dla gości, którzy prześcigają się w kupowaniu coraz to bardziej oryginalnych prezentów. Dlatego też stworzyłam swoją subiektywną listę 5 najgorszych pomysłów na prezent z okazji chrztu.


Biżuteria

Moja córka dostała w prezencie z okazji chrztu kolczyki oraz medalik na łańcuszku. Prezent piękny i na pewno drogi, ale również bardzo niepraktyczny w dłuższej perspektywie czasu. Córka ma skończone trzy lata i nadal nie ma przekłutych uszu, choć ja w jej wieku już dawno miałam. Mało tego, wcale mi się nie spieszy, by ją tym uszczęśliwiać - czekam raczej na moment aż sama upomni się o kolczyki w uszach. Z medalikiem sprawa ma się podobnie: niemowlakowi go nie założę, a zanim będę pewna, że dziecko go zwyczajnie nie zniszczy, też minie parę lat. Kwestię wytłumaczenia małemu dziecku sensu noszenia medalika i jego symboliki to już w ogóle pomijam.

Srebrne łyżeczki, złote smoczki

Być może wynika to z mojego zamiłowania do praktyczności zwłaszcza w przypadku malutkich dzieci, dlatego uważam że kupowanie w prezencie sztućców z grawerką to zupełnie zbędny wydatek. Rozumiem, że warto ten dzień jakoś upamiętnić - stąd najczęstszą wygrawerowaną formułą jest imię i data uroczystości - jednak myślę, że dużo lepszą pamiątką byłyby zdjęcia, a co za tym idzie zamiast łyżki lepiej zasponsorować na przykład sesję zdjęciową dla malucha. Wtedy zarówno rodzice i dziecko mają pamiątkę, a odbitki można też podarować gościom.

Kocyki i rożki w ilościach hurtowych

Nie wiem dlaczego, ale nasi goście zawsze wychodzą z założenia, że niemowlakowi na pewno przyda się 10 z kolei kocyk albo rożek; jeden mu wsadzą do wózka, drugi do łóżeczka, trzeci będzie na zaś, a pozostałe siedem będzie czekać na lepsze czasy - otóż NIE. Podobnie sprawa ma się z kupowaniem wymyślnych nosideł, rożków z 'metką' od projektanta, czy personalizowanych pluszaków. Z tymi ostatnimi kwestia ma się pół na pół: zawsze można liczyć na to, że akurat ten pluszak zostanie ulubieńcem malucha i będzie mu towarzyszył przez następne lata.

Prezenty nabierające mocy

Przyznam szczerze, że przeżyłam szok na wieść, że ktokolwiek wpadł na pomysł, by w prezencie z okazji chrztu podarować sztabkę złota albo... whiskey. Co do tego pierwszego rozumiem założenie, że za paręnaście lat obdarowany będzie mógł sztabkę spieniężyć i kwotę (na pewno astronomiczną) przeznaczyć na głupoty. Co do założenia, że podarowanym na chrzcie alkoholem będziemy świętować pełnoletniość obdarowanego to mam tylko jedno przemyślenie: co za bzdura. Jeśli już bierzemy pod uwagę obdarowanie niemowlaka czymś, co z czasem nabierze mocy, to może lepiej zainwestować w jakąś lokatę?

Gadżety użytkowe

Mówiąc 'użytkowe' mam na myśli prezenty tego typu jak mata edukacyjna, chodzik - jeździk, krzesełko do karmienia czy tym podobne. Z tymi prezentami sprawa wygląda dwojako: są dobrym pomysłem pod warunkiem, że skonsultowanym wcześniej z rodzicami malucha. Nikt przecież nie chce znaleźć się w sytuacji, gdy w trakcie uroczystości okazuje się, że dziecko dostało od dwóch czy trzech osób dokładnie ten sam prezent. Zwłaszcza, że tym co zrobić później z nietrafionym giftem, będą się martwić rodzice obdarowanego malucha. 



A Wy, jakie macie przemyślenia odnośnie prezentów? Czy faktycznie najlepszym i najpraktyczniejszym wyborem jest koperta z pieniędzmi? 

Pozdrawiam!



Jeżeli podobał Ci się ten post, daj mi znać... Zalajkuj!
If you like this post, like it!

3 maja 2017

Moje prywatne trzy poporodowe koszmary.


Kiedy w końcu rozstałaś się z brzuchem i powitałaś swoje dziecko na świecie, jesteś cała w skowronkach. Radość i euforia mieszają się ze zmęczeniem i zaskoczeniem. Ale czas po ciąży to okres, w którym Twoje ciało może Cię nadal zaskoczyć. 


To nie koniec boleści

Kiedy przeszłaś już przez poród to myślisz sobie, że najgorsze już za sobą. Jesteś co prawda nadal obolała - mniej lub bardziej, w zależności pewnie od stanu krocza - dlatego muszę cię zmartwić: to nie koniec boleści. Przez kolejnych kilka tygodni obkurczająca się macica może dać ci w kość, a bóle podbrzusza mogą zmusić cię do wykupienia całego zapasu przeciwbólowców z apteki. Żeby było mało, całe twoje ciało po dziewięciu miesiącach przeciążeń będzie starało się "odtajać", dlatego możesz się spodziewać ataków ze strony żeber, mięśni, kręgosłupa, kolan. Na samą myśl czuję się jak osiemdziesięcioletnia staruszka.

Jelita atakują

Zdecydowanie gorszy koszmar, przynajmniej w moim odczuciu, po porodzie mogą zafundować nam nasze jelita. Wiele kobiet po porodzie odczuwa dyskomfort (czy nawet strach) na myśl o pójściu do łazienki i zdecydowanie to rozumiem. W trakcie porodu nasze krocze dostaje mocno w kość, często też, głównie ze względu na wysiłek, pojawiają się hemoroidy, które bolą same z siebie i zdecydowanie utrudniają wypróżnienie. Jesteśmy wtedy w dość patowej sytuacji, bo im dłużej wstrzymujemy załatwienie potrzeby, tym gorsze skutki fundujemy sobie na później. Choćby dlatego warto się przemóc, a w razie potrzeby skorzystać z naturalnych wspomagaczy. Im wcześniej, tym lepiej.

Permanentny okres

Moje normalne okresy nie bywały dotąd przesadnie uciążliwe. No, może pierwszy dzień bywał trudny, ale po następnych trzech zwykle mogłam już zapomnieć o temacie. Sytuacja po porodzie wygląda tak, że nawet przez prawie dwa tygodnie krwawienie plus wypadające z naszego wnętrza odchody połogowe mogą nie dać nam spokoju. Mało tego, przez pierwszych kilka dni krwawienie bywa naprawdę intensywne, dlatego należy dbać o jak najczęstsze wymiany podkładów, a jeśli chcemy uniknąć przykrej niespodzianki, należy o tym pamiętać nawet w nocy. W moim przypadku rytuał nocnego karmienia zaczynał się właśnie od wymiany podkładu, całe szczęście jestem już na finiszu. Całe szczęście, wszystko się kiedyś kończy. ;)


A Wy, jakie macie wspomnienia związane z czasem po porodzie? Czy podzielacie moje koszmary, a może macie własne przemyślenia w tym temacie? Dajcie znać!

Pozdrawiam!



Jeżeli podobał Ci się ten post, daj mi znać... Zalajkuj!
If you like this post, like it!

27 kwietnia 2017

Histeria rodzica i histeria dziecka czyli debiut malucha w przedszkolu.


Debiut dziecka w przedszkolu czy żłobku to nie lada przeżycie zarówno dla rodziców jak i dla malucha, dlatego fora internetowe pełne są zapytań w stylu "Co robić, gdy dziecko nie chce zostać w przedszkolu?". Jak przetrwać trudne początki?


Musisz wiedzieć czego chcesz

W momencie gdy decydujemy się na zapisanie dziecka do przedszkola czy żłobka mamy zwykle różne motywacje: czasem decyduje o tym chęć lub przymus wcześniejszego powrotu do pracy, czasem sytuacja rodzinna albo finansowa, a czasem po prostu - jak w moim przypadku - chcemy nieco "uspołecznić" naszego malucha, a nigdzie indziej nie będzie miał ku temu lepszych warunków, niż właśnie w przedszkolu. Jest tylko jedno "ale", o którym powiedziała nam dyrektorka naszego przedszkola: to rodzic musi być pewny, że posłanie dziecka do przedszkola jest dobrą decyzją. Należy mieć świadomość, że to dla dziecka duża zmiana, której będą towarzyszyć łzy, lecz mimo wszystko to również najlepsze rozwiązanie.

NIGDY nie przedłużaj rozstania

Niektóre placówki zgadzają się na tak zwane zajęcia adaptacyjne albo na stopniowe, krótkie pobyty rodzica z dzieckiem, mające na celu ułatwienie rozstania. Ponieważ moja córka chodzi do przedszkola od lutego tylko na 5 godzin dziennie, nie przewidywaliśmy takiego rozwiązania. I tak oto pierwszego dnia dziecko zostało w przedszkolu bez najmniejszego oporu - przyznam, że sama byłam zdziwiona. Natomiast histeria, której doświadczyliśmy drugiego dnia, zaskoczyła mnie, panie przedszkolanki i nawet pozostałe dzieci w przedszkolu. W jej efekcie spędziłam z córką prawie 3 godziny, co chwila wyprowadzając ją z kolejnych ataków histerii. Po czasie wiem, że to był mój błąd, bo im dłużej tam siedziałam, tym córka bardziej nie chciała mnie wypuścić. Poinstruowałam więc męża, któremu przyszło zostawiać ją codziennie rano, by postarał się o jak najkrótsze rozstania. 

Tłumaczenie zawsze w cenie

Nie chciałabym aby ktokolwiek pomyślał, że porzucaliśmy dziecko za drzwiami przedszkola i bez słowa dawaliśmy nogę. Tłumaczyliśmy dziecku w domu, że będzie chodzić tam gdzie są miłe panie i inne dzieci, gdzie będzie się bawić nowymi zabawkami, i tak dalej i tak dalej. Tłumaczyliśmy na miejscu, że zostanie z dziećmi, a niedługo mama ją odbierze - choć akurat tłumaczenie czegokolwiek dziecku w takiej histerii jest zupełnie bezcelowe. Nawet mężowi, który mówił: "Serce mi ściska jak rzuca mi się na szyję i krzyczy 'Tato!'. Wiem, że jej się nie dzieje krzywda, ale mimo wszystko..." tłumaczyłam, że Córcia musi się przyzwyczaić i odreagować. Lamenty przy zostawianiu i odreagowywanie - na przykład nocne pobudki z krzykiem - trwały dwa tygodnie.

Wszystko jest do przeżycia

Moja była zniesmaczona, kiedy opowiadałam o reakcji młodej na pobyt w przedszkolu - bo dziecko nieprzystosowane, wiecznie u matczynej nogi. Dla odmiany moja teściowa jako skutek oddania Córki do przedszkola wieszczyła jej dożywotnią traumę. I choć było ciężko, histeryczne rozstania się skończyły, a dziecko przystosowało się do sytuacji. Pobyty w przedszkolu nie zaczynają i nie kończą się już płaczem, nie ma nocnych pobudek. Po dwóch i pół miesiąca widzę też na razie niewielkie (ale jednak!) zmiany, jak na przykład 'uspołecznienie' mojego dziecka, poprawę i występowanie nowych zachowań, choć przyznaję że największą motywacją jest nadal rozwinięcie mowy. Najlepszym rozwiązaniem na trudne początki okazały się: spokój, cierpliwość i zaciśnięcie zębów. Jeśli jednak aklimatyzacja dziecka trwa zbyt długo, może warto udać się do psychologa i w konsekwencji rozważyć ewentualnie inne możliwości niż przedszkole i żłobek Każde dziecko jest inne, ma inną wrażliwość i o tym należy zawsze pamiętać. 


A jak Wasze dzieci adaptowały się w przedszkolu? Czy tak jak u mnie było ciężko, czy może chętnie porzucały rodzicielskie objęcia na rzecz nowego miejsca?

Pozdrawiam!





Jeżeli podobał Ci się ten post, daj mi znać... Zalajkuj!
If you like this post, like it!

15 kwietnia 2017

6 sposobów na to, by zacząć żyć szczęśliwiej!


My kobiety tak mamy, że bardzo lubimy nakładać na siebie różne ograniczenia i na siłę próbujemy zadowolić innych.  Bywają jednak takie momenty, że dochodzimy do ściany i zaczynamy się dusić. Oto kilka prostych sposobów, jak zacząć żyć szczęśliwiej.


Przestań zadowalać wszystkich wokół

Czasem chcemy być tak dobre dla otoczenia, że rezygnujemy z własnego komfortu psychicznego by uszczęśliwić innych. Zgadzamy się na mediacje między skłóconymi koleżankami, choć wcale nie mamy ochoty angażować się w konflikt albo deklarujemy pomoc koleżance z pracy, choć doskonale wiemy że obgaduje nas za plecami. Brakuje nam odrobiny zdrowego egoizmu dzięki któremu zrozumiemy, że uszczęśliwianie innych kosztem samych siebie, powoduje wyłącznie narastanie stresu i frustracji.

Ciesz się swoimi sukcesami

Doskonale wiadomo jak przeważająca większość kobiet reaguje na komplementy czy osobiste sukcesy. Mamy (niepotrzebną) tendencję do umniejszania swoich zasług, czy efektów ciężkiej pracy. Dlatego zdecydowanie powinnyśmy zrozumieć, że jeśli jest coś z czego możemy być zadowolone, to powodów do radości nigdy dość - mamy prawo się cieszyć i to najlepiej na głos.

Przestań porównywać życie znajomych i własne 

Mogę się założyć, że nie jedna z Was podziwiając na fejsie zdjęcia znajomych, miała ochotę usunąć połowę własnych zdjęć zamieszczonych na profilu; zdjęcia ze spaceru w lesie z dziećmi zamiast modnej knajpy, z urlopu na Mazurach zamiast na Kubie... Po pierwsze zrozumcie, że porównywanie się z innymi zawsze wywołuje wyłącznie frustrację, po drugie na pewne rzeczy patrzmy w szerszej perspektywie: może koleżanka odkładała co miesiąc przez rok na tę jedną podróż? A po trzecie, nic nie stoi na przeszkodzie: wyłącz fejsa i zacznij realizować swoje marzenia. ;)

Otaczaj się właściwymi ludźmi i przedmiotami

Co do pierwszej części tego zdania, to wszystko chyba jest jasne: im szybciej usuniesz ze swojego otoczenia ludzi, którzy wysysają z ciebie pozytywną energię, tym lepiej. Jeśli masz 'przyjaciółkę', która na każdym spotkaniu mówi wyłącznie o sobie, należy poszukać kogoś bardziej empatycznego. Podobnie z przedmiotami: jeśli od pięciu lat śpisz na niewygodnej kanapie to postaraj się zrobić wszystko, by zorganizować sobie nową. Nie dość, że będzie ci się podobała, to jest szansa że w końcu porządnie się wyśpisz. 

Spróbuj kontrolować swoje życie

W tym punkcie zawiera się kilka innych. Mówiąc: spróbuj zapanować nad swoim życiem mam na myśli cieszenie się życiem i nie martwienie się rzeczami, na które i tak nie masz wpływu. Do tego zrozum, że jesteś gotowa na kolejny krok i jak najszybciej postaraj się go zrobić. Nie rezygnuj z realizacji marzeń czy planów zawodowych, ale bierz pod uwagę że nie wszystko w życiu zawsze musi się udać. Bądź otwarta na to, co przynosi życie, a jednocześnie doceniaj podwójnie to, co już masz.

Nigdy nie stawiaj siebie na końcu

Ten punkt niech wezmą sobie do serca zwłaszcza matki. Nasze uczucia i potrzeby są tak samo ważne, jak potrzeby naszych bliskich. Myślę, że czasem nawet ważniejsze, dlatego że ilość ról i obowiązków jakie bierzemy na siebie, to często więcej niż jeden pełny etat. Dlatego jak najczęściej róbmy coś dla siebie: wypijmy kawę bez pośpiechu pochylając się nad ciekawym artykułem w gazecie, skorzystajmy z chwili relaksu i samotności kiedy dzieci bawią się z tatą albo odrabiają lekcje, przed świętami zamiast kolejny raz pucować okna, wybierzmy się do kosmetyczki. Drobne przyjemności robią duże różnice.


Pozdrawiam!


Jeżeli podobał Ci się ten post, daj mi znać... Zalajkuj!
If you like this post, like it!

11 kwietnia 2017

Jestem w ciąży więc.... Nie mów do mnie tego!


Rozmawiając z ciężarną kobietą większość ludzi będzie starała się prowadzić rozmowę jak z "normalnym" człowiekiem - w końcu ciężarna to nie kosmita. Są jednak takie teksty, które rzucone bezwiednie i mimochodem wyprowadzają przyszłą matkę z równowagi. Przedstawiam poniżej moje ulubione.


"A ty jeszcze nie urodziłaś?"

Nawet nie wyobrażacie sobie od jakiego czasu słyszę ten tekst - a na tę chwilę jestem w 40 tygodniu ciąży - i jak bardzo mam ochotę zamordować każdego, kto się odważy go wypowiedzieć. A zdarza się to wszystkim i nagminnie: paniom w sklepie do którego regularnie chodzę, mojej rodzinie (zwłaszcza bratu), sąsiadkom, koleżankom które wiedzą o ciąży... Pomijam fakt, że moje zmęczenie osiągnęło już szczyt i gotowa byłam rodzić już miesiąc temu, ale z każdym kolejnym dniem ten tekst wyprowadza mnie jeszcze bardziej z równowagi. A czy z tym wielkim bębnem wyglądam jakbym już urodziła?

"Moja koleżanka jest na tym samym etapie i ma mniejszy brzuch."

No właśnie. Od dłuższego już czasu dźwigam przed sobą tę olbrzymią bańkę (gdybym mogła turlać to może byłoby lżej i ten tekst by mnie nie wkurzał tak bardzo) i ani trochę nie mam ochoty słuchać jak ktoś ocenia moje ciążowe gabaryty. Prawda jest taka, że wielkość brzucha w ciąży zależy przecież od wielu czynników: wagi, genów, wielkości dziecka, ilości wód płodowych, i tak dalej. Laicy oczywiście nie mają o tym pojęcia, dlatego wydaje im się, że stwierdzenie "W poprzedniej ciąży miałaś mniejszy brzuch" to w sumie nic wielkiego. Przyznaję się też bez bicia, że z zazdrością patrzyłam na sąsiadkę, która była tydzień przed porodem i wyglądała szczuplej niż ja w 6 miesiącu, ale co zrobisz jak nic nie zrobisz - genów nie oszukasz.

"Planowane?"

To pytanie jest z góry głupie, głównie dlatego że nie ma większego znaczenia dla sprawy. To znaczy teoretycznie nie ma - jeśli żyjesz z facetem w jakimś związku/małżeństwie to takie rzeczy się zdarzają, ale zupełnie co innego jeśli jesteś panną na wydaniu, a kawalera dotychczas w otoczeniu brak. Jaki by nie był kontekst sytuacji, doskonale pamiętam jak do szału doprowadzało mnie, kiedy po kilku miesiącach starania o pierwszą Córkę oznajmiliśmy w końcu wiadomość o ciąży, a moja teściowa usilnie próbowała wmówić nam, że to na pewno była wpadka. Jasne, przecież za materac nam robiła, to wie lepiej. 

"Piątkę dzieci urodziłam, a ty przy drugim już nie dajesz rady?"

Ten tekst to niestety znów analogia do mojej (nomen omen wspaniałej) teściowej, która w ten oto sposób reaguje na informacje, że druga ciąża nie przebiega u mnie tak lekko jak pierwsza. Można by nawet rzec, że pierwszej ciąży za bardzo nie odczułam: pracowałam do końca 8 miesiąca, kiedy to zaczął mi dokuczać kręgosłup, a stopy puchły mi jak szalone. Poród, o czym pisałam TUTAJ, też nie był dla mnie traumą, dlatego na wieść o kolejnej ciąży zareagowałam bez żadnej paniki. Okazało się jednak, że chłopak bardziej daje w kość: pracę skończyłam w 7 miesiącu, buty dwa rozmiary większe noszę od tamtej pory, miałam ciężką infekcję górnych dróg oddechowych, a bóle kręgosłupa, miednicy i pachwin to temat na osobny kolaborat. I doskonale zdaję sobie sprawę, że nasi rodzice i dziadkowie są z innego 'materiału' przez co są prawie że niezniszczalni lecz nie zmienia to faktu, że gdy słyszę ten tekst, mam ochotę wrzasnąć jak pani Rozenek - Majdan...


A jakie są Wasze ulubione teksty? A może zdarzyło Wam się wypalić do ciężarnej znajomej z którymś z powyższych? Czy może po prostu się czepiam i to właściwie nic wielkiego - zwykła ludzka ciekawość?

Pozdrawiam!





Jeżeli podobał Ci się ten post, daj mi znać... Zalajkuj!
If you like this post, like it!